CLA

Cleaning, Lubrication and Adjustment – w skrócie CLA. Coś, co, od czasu do czasu, powinno spotykać aparaty fotograficzne. Raczej te analogowe. To nie szykana, w cyfrowych coraz mniej jest mechaniki więc nie ma co stroić i smarować, co dopieszczać. Dodatkowo modele spod znaku krzemu i bita można odnieść wrażenie, że przestają robić zdjęcia jak wychodzi nowszy model i nie mają szans doczekać swych sędziwych lat nie przerywając pracy.
Zdarza się, że do całej operacji pretekstem jest mniejsza lub większa naprawa. W sumie daje to w większości przypadków szansę na kolejne lata bezawaryjnej pracy. Niestety, ponieważ jest to zadanie czasochłonne, wymagające specjalisty i, co z tym jest naturalnie związanie, dość kosztowne, ba, w wypadku modeli dla mas nawet przewyższające wartość aparatu, należy zadać sobie pytanie czy jest sens? Na pewno, odpowiemy w sytuacji gdy dotyczy rzadkich, ot taki ROBOT, i/lub kosztownych, Leica M, modeli. Dla posiadaczy takiego sprzętu jest to całkiem naturalne, że co parę lat jest to konieczność jak przegląd w samochodzie. W przypadku popularnych, dostępnych na tony fotopstrykadeł czasem lepszym rozwiązaniem może być poszukanie następcy w lepszym stanie… no, chyba, że zagrają kwestie sentymentalne, ale jak to mawiają, miłość jest ślepa.
  • Ech, mój ukochany Canon AE-1P cierpi na nieprawidłowe naświetlanie filmu 🙁 Mam nadzieję, że uda się go naprawić, bo to jeden z moich ulubionych aparatów.