A, jak architektura

Jestem wnukiem architekta. Co więcej na pewnym etapie mojego życia było kilka osób, które wróżyły mi podobny los. Może to tłumaczy pewien rodzaj słabości do wszelkich budowli zarówno tych starych jak i nowych, małych, średnich i wielkich. Niestety nie bardzo wiem jak się zabrać za fotografowanie dzieł architektonicznych, tego fascynującego połączenia sztuki i inżynierii, funkcji utylitarnej i zdobniczej. Nie wiem czy lepiej skupić się na elementach, co często wiąże się wyrwaniem z kontekstu, czy też przedstawiać całość kosztem detalu? Czy mam skupić się na oddaniu proporcji i korygować wszelkie zaburzenia perspektywy z użyciem obiektywów shift-tilt, albo jeszcze lepiej całej gamy pochyłów oferowanych przez wieki format, czy raczej oddawać wrażenie, które dany obiekt na mnie robi? Wreszcie, czy podejść do takiej fotografii typologicznie, czy ekspresyjnie? Pojawia się też pytanie czy i jakie fotografowanie architektury, a może szerzej sztuki, to też sztuka? W jakim stopniu na etapie tworzenia nowej treści, czy dzieła pochodnego (sic!), autor ma prawo modyfikować, a w jakim interpretować?
Bernd i Hilla Becher przez piętnaście lat fotografowali domy szachulcowe. Ich prace są doskonałe technicznie, idealne geometrycznie, graficzne, kojarzą się wręcz rzutami wziętymi prosto z projektu architektonicznego. Typologia czy sztuka. Typologia i sztuka?
Gdzieś zaraz obok jest Paris-Montparnasse Andresa Gurskiego. Na pierwszy rzut oka wygląda podobnie, ale zaraz, budynek nie mieści się w całości w kadrze, więc to tylko pozór typologii. Tutaj bardziej liczy się rytm i faktura niż architektura.
Jeszcze dalej idzie Karl Hugo Schmölz. U niego często liczy się detal bądź kontekst. Wrażenie, geometria, ale nie fotogrametria. Faktura, tekstura, gra światła.
Które z tych podejść jest najbardziej artystyczne. Czy w ogóle można to jakoś zmierzyć i wyrazić, bo ja wiem, w procentach? Pewnie nie.
Dzisiejsze przynudzanie pozwoliłem sobie zilustrować trzema zdjęciami jednego elementu architektonicznego – harfy stanowiącej część Miasta sztuki i nauki w Walencji. Kompleks został zaprojektowany przez Santiago Calatravae i Felixa Candelae. Kolejno można podziwiać szczegół konstrukcji, widok na L’Àgorae od strony muzeum nauki i widok w kierunku muzeum i L’Hemisfèric.
  • Uwielbiam dzieła Calatravy! Dla mnie to geniusz i to, że pozwolili mu zbudować te cuda w Walencji jest wspaniałe! Tym bardziej, że każde z tych cudeniek pełni jakąś konkretną funkcję. Bardzo mi się podoba też jego projekt dworca Orient w Lizbonie 🙂

    P.S. Ja jestem budowlańcem, nie architektem, jakby co!

  • Lizbona (i Portugalia) przede mną jeszcze. Już jest na liście, nawet w tym roku rozważana była jako plan wakacyjny. Zawsze mnie fascynowało sposób połączenia utylitarności i sztuki oraz tego, w którym miejscu projektant postanowił ustanowić granicę pomiędzy jednym i drugim.