Fotografia analogowa w Japonii

2011-07-20_13-54-09

Ponieważ zdążyłem się już z grubsza ogarnąć po powrocie czas zacząć snucie opowieści o kraju słynącym nie tylko dobrego jedzenia, pięknych dziewczyn i trzęsień ziemi.

Na sam początek temat szczególnie bliski nie tylko autorowi niniejszego bloga. Zowie się on fotografia analogowa. Czytałem i słyszałem, że ma się ona całkiem nieźle w Kraju Kwitnącego Yena, ale to co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Dostępność materiałów jest nieograniczona. W sklepach pokroju Yodobashi Camera są ogromne lady wypełnione filmami od małego obrazka, poprzez średni format, aż po szitki wszelakie, tak 4×5 cala jak i większe. Szukacie materiałów natychmiastowych, voila, o to są. Zresztą jeżeli patrzeć na ten asortyment to niewątpliwie duża jest też moda na taką fotografię. I tu niespodzianka, bo prawie wszędzie kupić można Fuji Instax we wszelkich odmianach zaś IP jest w ilościach śladowych…

Obrazu dopełnia papier tak do czerni i bieli jak i do koloru przypuszczalnie w pełnej rozmiarówce.

2011-07-20_15-38-28

Dostępna jest też chemia w dużym wyborze. Co więcej, nie wygląda, aby materiały te pokrywały się kurzem. Cały czas ktoś w nich przebiera i wybiera, kupuje. Wygląda, że za dużym popytem idzie w parze takaż sama podaż. Ceny? Normalne. Podobne jak u naszych zachodnich sąsiadów, czyli kilkanaście-kilkadziesiąt procent niższe niż u nas.

Wiadomo, że materiały to mało, ważny jest też rynek sprzętu. Tu o ile oferta w przypadku aparatów analogowych z drugiej ręki jest przeogromna, to zaskakująca jest duża łatwość dostania sprzętu nowego.

Po kolei jednak. Na korpusy używane wygląda, że chętnych nie brakuje co powoduje, że są one zasadniczo droższe niż na portalach aukcyjnych europejskich czy amerykańskich (dla równowagi cyfrówki są relatywnie tańsze). W dobrych sklepach, takich jak moja ulubiona Map Camera, dostaniecie egzemplarze sprawdzone i to w stanie o jakim można w naszych realiach tylko marzyć. Są tam oferowane sprawne i wyglądające jak nowe Nikony, Leici, Hassele, Pentaxy, Mamiye w pokaźnej liczbie, cierpliwie, acz prawdopodobnie niezbyt długo, czekające na nowych właścicieli.

2011-07-20_14-07-10

Co do aparatów nowych, to tutaj do dyspozycji jest prawdopodobnie wszystko co obecnie jest produkowane. Małoobrazkowe tanie Nikony, Kenko, średniodrogie modele Fuji i oczywiście Leica, Leica, Leica i kuzyni dzielący z nią łoże… znaczy bagnet w postaci Voigtlandera i Zeissa. W średnim formacie dostaniecie od ręki Mamiye 7II, 645 AFD, RZ, oba modele Fuji 667 jak i olbrzyma w postaci GX680.

2011-07-20_14-06-51

W oczy rzuciły mi się również Tachihary, a jakże, oraz Wisty oraz szkła do wielkiego formatu oszałamiające, jak zwykle, ceną.

Analog widać też na ulicy. Nie raz i nie dwa spotkałem osoby robiące nimi zdjęcia. Czasem można było odnieść wrażenie, że odbywam podróż nie tylko w przestrzeni, ale również w czasie. Na ten przykład uczennice na fotografii, która zapewne zastanawialiście się dlaczego znalazła się jako ilustracja do tego wpisu, mają jednorazowe aparaciki. Bardzo pragmatyczne podejście.

2011-07-20_15-38-07

Podobno wielkimi krokami zbliża się głoszony przez agentów cyfrowej strony mocy koniec epoki fotografii srebrowej. Jednego jestem pewien, nie w Japonii.
  • MP

    Piękny kraj. A u nas nawet ektara ciężko kupić.

  • Piękny. Nie tylko ze względu na dostępność analogów i materiałów do nich, choć to też jest symptomatyczne.