Masakratorzy

Po ostatnich kilku doświadczeniach z wołaniem średniego negatywu kolorowego w największej w Europie sieci fotograficznych laboratoriów przemysłowych, dochodzę do wniosku, że jeżeli coś ma być zrobione dobrze to trzeba to zrobić samemu. Byłem twardy i po pierwszym zmasakrowanym filmie zaryzykowałem jeszcze dwa razy. Każdy następny był gorszy. Materiały wróciły do mnie nie dość, że porysowane, w kropki i wypalcowane to, na dokładkę, wygląda, że maszyna, zapewne przeciągowa, w której miało miejsce wołanie musiała być nie czyszczona cały eon, bo ilość brudu z rolek, która się osadziła była po prostu straszna. Jeszcze rok temu takie bobole im się nie zdarzały. Nie wiem gdzie leży przyczyna, czy w kadrach, kontroli jakości bądź obciążeniu zleceniami. Może zadziałało prawo serii.
W zaistniałej sytuacji zmuszony zostałem do zamówienia w ramach jesiennego, hurtowego uzupełniania zapasów do zakupu zestawu konfekcjonowanej chemii Fuji Hunt dla procesu C-41. Zapłacę może trochę więcej za wołanie, ale będę miał pełną kontrolę nad całym procesem. Teraz jeżeli coś pójdzie nie tak będę mógł obwiniać tylko siebie.
Zdjęcie wykonane Fuji GS645 na negatywie Fuji Pro 400H.

Komentarze