Bateryjki

Wkurzyłem się wczoraj na siebie. Pojechaliśmy na spotkanie Poduszkowca. Zapakowałem wszystko co potrzeba… korpus, lampę, dodatkowe szkła, w sumie małe cztery z kawałkiem kilogramów sprzętu. Wszystko co potrzebne do komfotrtowego pofotografowania za wyjątkiem akumulatora do aparatu. Ze zdjęć nici, bo współczesne aparaty nie współpracują z fotografem gdy nie ma prądu. Z tęsknotą pomyślałem o tych czasach gdy aparaty potrafiły działać jak bateria w nich padła. Ok, jeżeli nie był to w pełni manualny korpus było to okrojone działanie, jeden czas migawki i zero pomiaru, ale w sytuacji rezerwowej i to dobre. Jeszcze, żeby można było wepchnać plauszki kupione w kiosku na rogu, lub pożyczone z zapasu lampy, ale nie, jedyne zasilanie to specjane, dedykowane akumulatory. Tak, wiem, że EN-EL4 jest super, 2000 zdjęć na jednym ładowaniu to nie byle co, ale pod warunkiem, że jest w aparacie. Wszystko, przez to, że coś mnie podpuściło i postanowiłem przed wyjściem podładować akumulator. Wprawdzie „batery info” zapewniało, że jeszcze 400 zdjęć można wykonać, ale po to Nikon stworzył szybką ładowarkę MH-21, żeby z niej korzystać. Idę o zakład, że jak wychodziłem to dioda wskazywała już 100% i tak pozostało do mojego powrotu do domu kilka godzin później.
Ten tydzień stoi pod znakiem baterii. Tak wyszło.
PX28 – kiedyś bardzo popularne zasilanie apartów, w tym całej masy średnioformatowców. Obleciałem w jej poszukiwaniu Lublin po czym kupiłem w sieci za całe 4 złote … plus dziesięć złotych za przesyłkę. Oczywiście mogłem sobie skleić 4 sztuki LR44, ale jakość średnio spodobała mi się ta koncepcja.
Próbowaliście kupić coś co by mogło zastąpić notorycznie stosowaną w światłomierzech sprzed lat baterię rtęciową PX625? Problem jest niebanalny i wcale nie dla tego, że współcześnie nie są dostępne zamienniki, są, tylko zamiast 1,35V, jak miał oryginał, mają od 1,5 do 1,6V. Odczyt ze światłomierza jest zafałszowany. Można by oczywiście wprowadzić korektę, tyle, że zafałszowanie w większości wypadków nie ma charakteru liniowego i na dokładkę zmienia się w czasie, bo najpopularniejsze baterie alkaliczne czy niklowo-metalowo-wodorkowe rozładowując się dają coraz niższe napięcie. Oczywiście jest rozwiązanie, a nawet trzy. Po pierwsze można użyć baterii cynkowo-powietrznych znanych z aparatów słuchowych. Najlepiej typu 675 ze względu na ich niższą cenę. Dają napięcie 1,35V i na dokładkę niezmienne w czasie. Tyle, że mają one jedną wadę… po miesiącu, czasem szybciej, wysychają i przestają działać. Pod drugie można kupić baterię srebrowo-tlenkową, która też jest stabilna napięciowo i obniżyć jej napięcie poprzez uzycie diody schottkyego, która z wyjściowego 1,6V da nam wartość oczekiwaną (no prawie). Po trzecie można dokonać kalibracji światłomierza na nowe napięcie (życzę powodzenia).

Komentarze